Rozdział 6
Nie chciałem rozmawiać z Zayn'em. Bałem się. Bałem się, że znowu mnie uderzy, a ja ucieknę. W dodatku nasz kłótnia była o Liam'a. Totalnie bez sensu. Ale co ja poradzę. Zayn był typem, który chciał mieć ukochaną osobę tylko dla siebie.
J: Halo? Jest tu kto? - mówiłem wchodząc do squatu.
Z: Czego chcesz?! - usłyszałem męski, zrozpaczony głos.
J: To ja, Niall. - nie wiedziałem do kogo mówią, ale miałem pewność, że to Zayn.
Z: Po co tu kurwa przylazłeś? - yyy, ta reakcja nie była zbyt miła.
J: Chciałem porozmawiać.
Z: Nie ma o czym!
J: Jesteś debilem.
Z: JA?????
J: Tak, a kto!? Gdybyś mnie naprawdę kochał, ufałbyś mi! - powiedziałem to, a łzy same napłynęły mi do oczu. Naprawdę mi na nim zależało. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę. Obawiałem się, że zaraz mnie uderzy, ale on wytarł tylko łzy cieknące po moim poliku.
Z: Proszę nie płacz... Ja... PRZEPRASZAM. - powiedział to też uroniając łzę.
J: Ja też przepraszam. - powiedziałem to i staliśmy wtuleni w siebie. Potem spojrzał mi w oczy, a na plecach poczułem ciepły dreszcz. Jego ręka była w moich spodniach i głaskała mnie po tyłku.
Z: Nie gniewasz się, prawda? - powiedział i ścisnął mój pośladek. Na moja twarz wylał się rumieniec.
J: Ja... - udawałem, że nadal jestem zły i nie zdecydowany. Wtedy on zrobił minę smutnego pieska, a ja zaśmiałem się pod nosem. - Tak. - uśmiechnął się. Dostałem buziaka; brakowało mi tego. I TO BARDZO.
Z: Wyskoczymy gdzieś? I nie próbuj odmawiać, bo się obrażę. - to zabrzmiało dziwnie, ale ok.
J: Ok, a gdzie chciałbyś iść?
Z: Nieważne gdzie, byle z Tobą skarbie. - jego słodzenie mnie kręciło.
J: A Hazz i Lou idą?
Z: No? Myślałeś, że idziemy na randkę sami? - randkę????? Co?
J: Na randkę? A Primrose? To Twoja dziewczyna,nie?
Z: Tak no i co z tego? Myślisz, że jeśli nie miałbym dziewczyny wzbudzałbym podejrzenia? Podpowiem Ci:TAK. Dlatego z nią chodzę. Gdybym był sam, ludzie by coś gadali, a z nią jestem totalnie skryty. Czaisz, nie?
J: Yyy... Chyba tak. - skomplikowane jak cholera, ale po 3 minutach myślenia-skumałem.
*dźwięk dzwoniącego telefonu*
Z: Czego?
Ktoś: Hej, Zayn, co się stało? - zastanawiałem się kto to może być.
Z: A to ty, pierniczku! Jak było u dziewczyn? - aha, rozumiem, czyli "pierniczek" to był Prim. Już się bałem, że ma jeszcze kogoś na boku poza mną.
P: Lepiej nie pytaj. Meg. Hmm... Wpadła.
Z: Ups. Kiepsko. Ale to nie mój problem. Idziemy na obiad, będę po Ciebie za 15 minut.
P: Czekam. Buziak. - myślałem, że będzie się buntować... Pokojowa z niej laska.
Heeeeeeeejka ;**
Mamy rozdział 6. Postanowiłam pisać już nie koniecznie dla komentarzy i innych tych pierdół, ale dla satysfakcji i liczę, że wreszcie ktoś poza Karoliną Nieważne zacznie czytać! xd
3 komentarze = następny rozdział!
I jeszcze jedna sprawa! Może macie jakieś propozycje rozwinięcia akcji w następnym rozdziale? PISZCIE! :**
Paaaaaaaa <33
J: Halo? Jest tu kto? - mówiłem wchodząc do squatu.
Z: Czego chcesz?! - usłyszałem męski, zrozpaczony głos.
J: To ja, Niall. - nie wiedziałem do kogo mówią, ale miałem pewność, że to Zayn.
Z: Po co tu kurwa przylazłeś? - yyy, ta reakcja nie była zbyt miła.
J: Chciałem porozmawiać.
Z: Nie ma o czym!
J: Jesteś debilem.
Z: JA?????
J: Tak, a kto!? Gdybyś mnie naprawdę kochał, ufałbyś mi! - powiedziałem to, a łzy same napłynęły mi do oczu. Naprawdę mi na nim zależało. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę. Obawiałem się, że zaraz mnie uderzy, ale on wytarł tylko łzy cieknące po moim poliku.
Z: Proszę nie płacz... Ja... PRZEPRASZAM. - powiedział to też uroniając łzę.
J: Ja też przepraszam. - powiedziałem to i staliśmy wtuleni w siebie. Potem spojrzał mi w oczy, a na plecach poczułem ciepły dreszcz. Jego ręka była w moich spodniach i głaskała mnie po tyłku.
Z: Nie gniewasz się, prawda? - powiedział i ścisnął mój pośladek. Na moja twarz wylał się rumieniec.
J: Ja... - udawałem, że nadal jestem zły i nie zdecydowany. Wtedy on zrobił minę smutnego pieska, a ja zaśmiałem się pod nosem. - Tak. - uśmiechnął się. Dostałem buziaka; brakowało mi tego. I TO BARDZO.
Z: Wyskoczymy gdzieś? I nie próbuj odmawiać, bo się obrażę. - to zabrzmiało dziwnie, ale ok.
J: Ok, a gdzie chciałbyś iść?
Z: Nieważne gdzie, byle z Tobą skarbie. - jego słodzenie mnie kręciło.
J: A Hazz i Lou idą?
Z: No? Myślałeś, że idziemy na randkę sami? - randkę????? Co?
J: Na randkę? A Primrose? To Twoja dziewczyna,nie?
Z: Tak no i co z tego? Myślisz, że jeśli nie miałbym dziewczyny wzbudzałbym podejrzenia? Podpowiem Ci:TAK. Dlatego z nią chodzę. Gdybym był sam, ludzie by coś gadali, a z nią jestem totalnie skryty. Czaisz, nie?
J: Yyy... Chyba tak. - skomplikowane jak cholera, ale po 3 minutach myślenia-skumałem.
*dźwięk dzwoniącego telefonu*
Z: Czego?
Ktoś: Hej, Zayn, co się stało? - zastanawiałem się kto to może być.
Z: A to ty, pierniczku! Jak było u dziewczyn? - aha, rozumiem, czyli "pierniczek" to był Prim. Już się bałem, że ma jeszcze kogoś na boku poza mną.
P: Lepiej nie pytaj. Meg. Hmm... Wpadła.
Z: Ups. Kiepsko. Ale to nie mój problem. Idziemy na obiad, będę po Ciebie za 15 minut.
P: Czekam. Buziak. - myślałem, że będzie się buntować... Pokojowa z niej laska.
Heeeeeeeejka ;**
Mamy rozdział 6. Postanowiłam pisać już nie koniecznie dla komentarzy i innych tych pierdół, ale dla satysfakcji i liczę, że wreszcie ktoś poza Karoliną Nieważne zacznie czytać! xd
3 komentarze = następny rozdział!
I jeszcze jedna sprawa! Może macie jakieś propozycje rozwinięcia akcji w następnym rozdziale? PISZCIE! :**
Paaaaaaaa <33
